1. The Offspring "Americana" Sony Columbia Records 1998
Pierwsza płyta, która oderwała mnie od muzyki typu Backstreet Boys, Britney Spears czy Spice Girls. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że wszystko zaczęło się od "Pretty Fly" usłyszanego gdzieś w radiu. Potem już poszło. Pierwsza kaseta a potem stosunkowe powiększanie kolekcji. Nie uważam "Americany" za najlepszy album Offspringa, to miano moim zdaniem bezsprzecznie należy do "Smasha". Chodzi o to, że od tego momentu zaczyna się zupełnie inny rodzaj muzyki w moim życiu. Najzabawniejsze jest to, że na tej płycie znajduje się naprawdę jedna perełka, a mianowicie "Pay The Man", tylko że ja tego kawałka przez prawie 4 lata nie trawiłem, przewijałem go non stop. Chyba to jednak jest tak że do muzyki trzeba dorosnąć i tak się stało i tym razem. "Pay The Man" to utwór wybitny, a ja traktuje jego tekst jak gdyby odnosił się do Boga chociaż sam Offspring nigdy tego nie potwierdził. Majstersztyk.
2. Metallica "S&M" Elektra Records 1999
Metallica i San Francisco Symphony zagrali wspólnie 4 koncerty, dwa w San Francisco i dwa w Berlinie. Nie przypuszczali zapewne, że odmienią one zupełnie życie pewnego chłopca z Polski. Niektórzy twierdzą, że mam w domu ołtarzyk z tą płytą. Powiem tak, niewiele mi do tego brakuje. Album zasłyszany bodajże w 2003 roku na obozie w gimnazjum. Ta dwupłytówka kompletnie, całkowicie, nieodwracalnie przewróciła moje życie. Nigdy nie byłem już taki sam. Jeżeli Bóg się angażuje w tworzenie muzyki, to tutaj ten boski dotyk można poczuć. Czegokolwiek bym nie napisał i tak nie odda tego co czuje i co myślę słuchając jej. Dwie godziny monumentalnej, przepięknej muzyki. Każdy dźwięk nasyca moją duszę, każdy riff jest wypieszczony do granic perfekcji.To początek mojej przygody z Metallicą, przygody która nigdy się nie skończy. Gdybym mógł zdecydować co mogę zabrać ze sobą do grobu albo na bezludną wyspę to byłby ten album. Gdybym kiedyś tej muzyki nie usłyszał na pewno nie byłbym tym kim jestem dzisiaj, na 200%. Utwór "No Leaf Clover" napisany specjalnie na tą płytę, specjalnie pod orkiestrę. Usiądźcie i posłuchajcie. Warto bo takich rzeczy dwa razy w życiu się nie tworzy.
3. Coma "Pierwsze Wyjście z Mroku" BMG Poland 2004
Ostatnio liczyłem na ilu koncertach Comy już byłem i wyszło mi że na 11. To już podchodzi po chorobę. Zostałem "zarażony" przez "Pierwsze Wyjście z Mroku" jeszcze w liceum. Gdyby chodziło o samą muzykę to nie byłoby nic dziwnego ale to co w Comie najpiękniejsze to teksty. Ludzi, którzy usłyszeli ten zespół dzieli się na tych, którzy ich kochają i na tych którzy ich nienawidzą. Wywołują maksymalnie skrajne emocje u słuchaczy. Niektórzy zarzucają ich twórczości, że jest depresyjna inni że to grafomaństwo. Ja wiem tylko, że życia bez Comy sobie nie wyobrażam. Specjalnie dla was "Czas Globalnej Niepogody"

0 komentarze:
Prześlij komentarz