Moja strona

czwartek, 22 stycznia 2009

pozycja embrionalna

czwartek, 22 stycznia 2009
Okazało się, że moje 1,64 szczęścia już nie chce nim być. Cóż są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Ostatnie pół roku mojego życia staje się powoli historią. Czy mi przykro? Tak cholernie. Generalnie to nie wiem w co ręce włożyć. Moje życie na dzień dzisiejszy to obraz nędzy i rozpaczy. Jakby odbyła się w nim jakaś bitwa i zwłok jeszcze nie pogrzebano. I teraz postawcie się w mojej sytuacji. Jakieś postanowienia noworoczne, motywacja do poprawienia sytuacji na studiach, chęć do zrobienia czegokolwiek, wszystko przepadło. Najgorsze jest to że jakby nie widzę jakiegoś świetlistego punktu bądź celu do którego bym zmierzał. Sen, studia, praca, jedzenie, sen, studia, praca jedzenie, sen. Podtrzymywanie funkcji życiowych w sensie czysto biologicznym to chyba trochę mało. Zawsze było coś pozytywnego czego się mogłem złapać w razie czego, teraz niestety czegoś takiego brak. Wszystko rąbnęło jak domino. Najchętniej to bym się uśpił na jakiś miesiąc i zobaczył czy po przebudzeniu wróci mi chęć do życia. Tak właściwie to po co pracujemy, studiujemy itp itd przecież i tak kiedyś zemrzemy i wcale nie mamy pewności czy nas jutro na skrzyżowaniu autobus nie potrąci. Vanitas vanitatum et omnia vanitas...

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Hb 1, 21

Anonimowy pisze...

Hej, przeczytałem właśnie Twoja ostatnią wiadomość i zmusiła mnie ona do zabrania głosu, co też czynię. Śledzę pojawiające się na tym blogu treści od samego początku jego istnienia i właściwie po każdej nowej wiadomości, odczuwałem głęboką chęć by napisać jakiś komentarz. Niemniej jednak za każdym razem odpierałem pokusę bo, choć nie chcę Cię urazić muszę przyznać że uważam taką formę komunikacji za stratę czasu.
Powodów dla których tak uważam jest wiele, anonimowość jaką daje sieć umożliwia „mówienie otwarcie” o sprawach które, na pierwszy rzut oka są zbyt osobiste by poruszać je za pośrednictwem innego medium, w istocie jednak prowadzi to do wywnętrzania się na tematy na które pogląd nie jest jeszcze sprecyzowany. Gdy targają nami emocje i pod ich wpływem pojawiają się katastroficzne wizje lub szalone pomysły, zwykle nie krzyczymy o nich na prawo i lewo. Ta blokada jest bardzo użytecznym mechanizmem broniącym nas przed wieloma niebezpieczeństwami, takimi jak: urażenie bliskich , spalenie mostów w np. pracy, czy ośmieszenie się w oczach grupy koleżeńskiej. A zwykle coś równie niekorzystnego ma w takich chwilach miejsce, a to tylko dlatego że myśl formowana pod wpływem emocjonalnego impulsu jest dzika, nie zakotwiczona w naszym światopoglądzie przy użyciu rzeczowych argumentów i przez to zwykle niespójna, w skrócie – niedojrzała. Dojrzałość zwykle uzyskuje z czasem (wtedy blokada przed wypowiadaniem jej zanika i możemy poddać ją pod dyskusję) lub po prostu ginie, odrzucona przez nas gdy zdajemy sobie sprawę w jakim stopniu zbliżyliśmy się do niebezpiecznego absurdu, lub że po prostu się myliliśmy. Reasumując, sieć znosi blokadę, siadamy i piszemy ot tak. Jest to o tyle niebezpieczne że, fakt zapisania owej szalonej myśli na jakimś blogu uwierzytelnia ją w naszych własnych oczach i wielu ludzi nie jest zdolnych odróżnić dojrzałego już poglądu, od mętliku jaki wcześniej panuje w ich głowie. Innym minusem takiej formy dawania wyrazu swoim „przemyśleniom” jest po prostu forma słowa pisanego. Mówię tak bo bardzo rzadko da się dokładnie zrozumieć co autor chce nam powiedzieć gdy piszę coś co nie jest instrukcją do odkurzacza (paradoksalnie znaczny odsetek społeczeństwa również z tym ma problem), żeby zdać sobie z tego sprawę trzeba przyjąć do wiadomości że każdy z nas w inny sposób definiuje podstawowe pojęcia. Emocje i abstrakcyjne pojęcia to nie figury geometryczne! W odróżnieniu od matematyki, takich pojęć jak tolerancja czy patriotyzm nie uczymy się z jednakowych źródeł, i podobnie jak stany wewnętrzne możemy je definiować na bardzo wiele sposobów. Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika że to bardzo skuteczna bariera utrudniająca (jeśli nie uniemożliwiająca) przekazanie w wykorzystywany przez Ciebie sposób jakichkolwiek treści emocjonalnych.
Choć jest jeszcze wiele argumentów przeciw stosowanej przez Ciebie formie przekazu, poprzestanę na tym bo nie to miało być tematem mojej „wypowiedzi”.
Chcę tylko zaapelować o zimną krew, trochę dystansu do samego siebie. Życie jest bezwzględne i nic nie jest i nie będzie pewne. Jeśli takie wydarzenie jak oblanie egzaminu i to na dodatek oblanie którego należało się spodziewać jest w stanie Tobą zachwiać to powinieneś się dobrze zastanowić nad swoją sytuacją. Na tym przykładzie, jeśli jesteś od czegoś zależny (mam na myśli to jak Twój stan jest zależny od powodzenia na uczelni) to rób coś by minimalizować ryzyko katastrofy, na przykład – Ciężko Pracuj. W przeciwnym razie jest to świadomie kuszenie losu, to jak sport ekstremalny, nie jeden znajomy powiedziałby „kręcenie bata na własną dupę”.
Użalanie się nad sobą do niczego poza dalszym rozmiękczeniem nie prowadzi. Brać odpowiedzialność za swoje czyny jest mniej miło, bo to wtedy Ty spieprzyłeś a nie Życie Ci dopieprzyło, ale to jedyny sposób żeby uzyskać i utrzymać kontrole. A jeśli już coś się nie uda wtedy możesz być pewny że zrobiłeś co mogłeś w granicach swoich skromnych możliwości, a że nie wyszło – cóż, tylko wyciągać wnioski i postępować lepiej w przyszłości.
To jest właśnie doskonalenie się , może ono być odpowiedzią na pytanie „Co jest sensem, celem….”. Nie ma jednej odpowiedzi, ty wybierasz, ty za ten wybór lub jego brak i wynikającą z niego pasywność odpowiadasz.
Na koniec mam pytanie. Czy czytasz swojego własnego bloga , jeśli nie to na pewno po przeczytaniu ujrzysz wiele niespójności. Poczęstuję Cię tylko jedną. Czy nie powiedziałeś na samym początku że chcesz poruszać kwestie uniwersalne a twoje życie ma być tylko tłem? Otóż tak nie jest, ja tu nie widzę treści uniwersalnych , a w każdym razie niezbyt wiele, te które się pojawiły giną pod lawiną różnej maści okrzyków, narzekań i próśb o pomoc. Czemu nie, ale jedno Ci powiem, doświadczenie które zdobędziesz sam będzie z tobą przez długie lata, a dobre rady życzliwych bardzo łatwo zapomnieć, to raczej półśrodek.
Morze byłem niemiły, morze tak to odbierzesz. Cóż zrobić, nie ma to żadnego znaczenia bo nie masz mnie lubić tylko wysłuchać (i nie zgadam się co do przyjaciół, czasem twój adwersarz rozumie Cię najlepiej bo choć macie odmienne dążenia możecie naprawdę doskonale się rozumieć, tylko trzeba dystansu by to ujrzeć).
Tak czy siak.
Oto Wędka

Pozdrawiam.
Jasiek

PS Nie bierz ryby od byle kogo, a nawet branie jej od najbliższych należy rozważyć.

Frorling pisze...

Hmm bardzo ciekawy i rozbudowany komentarz. Pierwsze pytanie, które nasuwa mi się od razu to czy znam Cię osobiście, czy jesteś jedną z wirtualnych osób, które trafiły tu przypadkowo. Co do Twojej wypowiedzi, odniosę się może tak. To co pojawia się w tym miejscu to właśnie próba spisania tych myśli, których poprzez nałożone na nas ramy społeczne normalnie byśmy nie wypowiedzieli. Społeczeństwo narzuca nam normy dzięki, którym niby mamy się nie ośmieszać. Jeżeli dla kogoś ważniejsze jest nieośmieszenie się od powiedzenia czego się naprawdę myśli na dany temat - jego prawo. Oczywiście że wypowiedzi są nieuporządkowane ale właśnie o to chodzi. Staram się je zapisać żeby o nich nie zapomnieć i przy okazji wyrzucić je z siebie. Jest to jakaś forma "czyszczenia myśli" i wbrew pozorom nie spisywana pod wpływem impulsu emocjonalnego. W związku z tym zamierzeniem moich postów nie jest oddziaływanie emocjonalne na kogokolwiek. Ani mnie to ziębi ani ciepli jakie ktoś ma uczucia czytając moje wypowiedzi. Co do słabości słowa pisanego to mam jej pełną świadomość. Tak naprawdę słowa niosą ze sobą tylko znaczenie semantyczne, które każdy wiąże z innymi emocjami. Jest to sprawa jasna i niezaprzeczalna.
Moje studia to szerszy problem, którego zwieńczeniem były ostatnie wydarzenia. Nie użalam się nad sobą chociaż z boku może tak to wyglądać. Na problem trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy, która niestety jest zrozumiała i dostępna dla osób znających mnie od początku studiów. Gdybym poddawał się po każdym niepowodzeniu i załamywał ręce już dawno by mnie tam nie było. Zarzut dotyczący rad próśb itp itd. Zgoda doświadczenia są ważne i sami je zdobywamy, uważam jednak że człowiek nie jest samotną łódką na oceanie. Rada i pomoc drugiej osoby często jest ważniejsza od własnych przeżyć.
Bycie miłym czy niemiłym jest pojęciem względnym. Wyraziłeś swoje zdanie, ja się z nim nie zgadzam ale przyjmuje Twój punkt widzenia. Dyskusja zawsze jest zdrowa dla obu stron i nie należy się obrażać, bo ktoś ma inne zdanie.

Pozdrawiam Jasiek kimkolwiek jesteś.

Anonimowy pisze...

Jakubu,
mój komentarzu wypadnie bardzo blado po poprzednich wypowiedziach, ale, nie próbując do nich nawiązywać, chcę napisać o krótkich podobieństwach między nami a właściwie, możne o podobieństwach naszych sytuacji. Małych podobieństwach. Każde z nas się boryka i tu sytuacje "do borykania" są tak odmienne, że nie do porównania. Ale ale wydaje mi się znam stan pod tytułem "Sen, studia, praca, jedzenie, sen, studia, praca jedzenie, sen." tylko jak wiesz lub wyobrażasz sobie studia czym innym zastąpiono. I choć wydawać by się mogło, że to monotonia i pasywność cholerna, to mnie się wydaje, że takie życie to "jazda po bandzie" bracie. (pewien protoplasta mówi o linii pewnego oporu :-) a to właśnie wbrew pozorom to samo)Ty masz swoje małe/duże katastrofy, a ja sytuację i stan (wiesz o czy mówię też można go nazwać katastrofalnym) w jakim jestem.
Reasumując, znając naturę naszą, jestem pewna, że wyjdziemy "na swoje" na prostych, bo życie nasze to sinusoida. Zagmatwane to, ale wiesz o czym mówię. Przykro mi z powodu tego co Cie spotyka, ale na koniec powiem ci coś co oczywiście brzmi jak banał : czasem jest naprawdę źle i za późno, ale gdy Ktoś drzwi zamyka to zawsze zawsze zawsze otwiera okno. Ja w to cholernie wierzę. Szukaj możliwości i sposobów na siebie samego. Jako i ja szukam.
Pozostając Anonimowa ...

Prześlij komentarz

 
wola istnienia... © 2008. Design by Pocket