czwartek, 5 marca 2009
wherever I may roam...
czwartek, 5 marca 2009
Jako, że niektórzy wysyłają SMSy z pytaniem czy nie umarłem odpowiem cytatem z klasyka "wieści o mojej śmierci są mocno przesadzone" Chorowało się trochę i jednocześnie jakiś taki kryzys weny twórczej, bądź grafomanii jak kto woli, przyszedł no i stąd to milczenie. Niespodzianka czyli dostałem się na Erasmusa (Bamberg)oczywiście bez stypendium co oznacza ni mniej ni więcej, że moja łaskawa uczelnia pozwala mi spędzić jeden semestr nauki za granicą. Kwalifikacja wcale nie oznacza, że tam pojadę, bo jeszcze muszę 3 rok zaliczyć co wbrew pozorom takie łatwe nie jest (PN się kłania). No i wysłałem swój akces na kurs jidysz do Nowego Yorku. To to jest dopiero jazda bez trzymanki. Jak mnie tam przyjmą bo wysłaniu sterty dokumentów to się chyba obrzezam :) Ilość jaj i niejasności przy wysyłaniu tych zgłoszeń przekracza granicę nawet amerykańskiej tępoty. Plan pozytywny - wyjeżdżam czerwiec lipiec NY i pół roku albo rok w Bambergu. Plan mniej optymistyczny - wypala tylko jeden wyjazd. Plan realny - nic nie wypala :)AAA byłbym zapomniał jak nic nie wypali to lecę w wakacje na Islandię... :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
Jakby Ci nic z tego nie wypalilo, czego Ci nie zycze(!), nauka za granica to calkiem niezly pomysl :), to daj znac z ta Islandia, jaby co, to mam tam male znajomosci.. No i sam bym sie przejechal :D Pozdro
Maciek
moje życie wydało mi się szare i nudne..mając w perspektywie wakacyjne koszenie trawy na działce pod Węgrowem.. niby też fajnie..ale tam jedną a właściwie jedyną atrakcją jest wypicie królewskiego pod sklepem:)
Twoja Angela
Nie wiem, czy liczysz sie z tym, ze jezeli pojedziesz do NY to wujkowie sie Ciebie wypra i skoncza sie wejsciowki na imieniny u Tadzia
Brajdak
Prześlij komentarz