Gaszę światło i kładę się spać. Najpierw na plecach, tak bezpieczniej. Zamykam oczy i momentalnie odpływam, zapadam się sam w siebie. Wszystko wiruje, nie tak mocno jak wcześniej, ale jednak. Serce przyspiesza tak, że czuje jakby zaraz miało mi wyskoczyć z klatki. Otwieram oczy i siadam na łóżku. Nagle w pokoju zrobiło się strasznie gorąco. Siedzę na łóżku jakieś 5 minut a potem próbuję położyć się na boku. Chyba wszystko o.k, prawie zasypiam. Nagły atak strachu wyrywa mnie kompletnie z letargu. Strach przed czym? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Znowu przewracam się na plecy ale ten sama panika wywołuje nagły dopływ adrenaliny więc o śnie nie ma mowy. Znowu siadam na łóżku, wstaje, odsuwam firankę żeby mieć widok na miasto. Zapalam lampę nad stołem, muszę mieć jakiś punkt odniesienia, bo inaczej za bardzo mi się w głowie kręci. Łykam dwie tabletki i rzucam się na łóżko, ostentacyjnie lekceważąc moje zawroty. Kładę się na boku i obserwuje ciemne niebo przez szybę. Zasypiam kiedy zaczyna się przejaśniać z nadzieją, że jutro będzie lepiej. Przecież musi być, bo ile tak można żyć?
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Schwindel. Gefühle
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Gaszę światło i kładę się spać. Najpierw na plecach, tak bezpieczniej. Zamykam oczy i momentalnie odpływam, zapadam się sam w siebie. Wszystko wiruje, nie tak mocno jak wcześniej, ale jednak. Serce przyspiesza tak, że czuje jakby zaraz miało mi wyskoczyć z klatki. Otwieram oczy i siadam na łóżku. Nagle w pokoju zrobiło się strasznie gorąco. Siedzę na łóżku jakieś 5 minut a potem próbuję położyć się na boku. Chyba wszystko o.k, prawie zasypiam. Nagły atak strachu wyrywa mnie kompletnie z letargu. Strach przed czym? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Znowu przewracam się na plecy ale ten sama panika wywołuje nagły dopływ adrenaliny więc o śnie nie ma mowy. Znowu siadam na łóżku, wstaje, odsuwam firankę żeby mieć widok na miasto. Zapalam lampę nad stołem, muszę mieć jakiś punkt odniesienia, bo inaczej za bardzo mi się w głowie kręci. Łykam dwie tabletki i rzucam się na łóżko, ostentacyjnie lekceważąc moje zawroty. Kładę się na boku i obserwuje ciemne niebo przez szybę. Zasypiam kiedy zaczyna się przejaśniać z nadzieją, że jutro będzie lepiej. Przecież musi być, bo ile tak można żyć?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz